Jest tylko jeden wyrok dla Andreasa Behringa Breivika, ktory rozpoczął teraz realizację drugiej fazy bardzo przemyślanego planu przeniesienia się do historii Norwegii i świata. Nie będzie to śmierć, bo to mieści się w jego planie; nie będzie to 21-letnie więzienie, bo to mieści się w jego planie. Lista możliwych kar jest łatwa do umieszczenia w dowolnym planie, i na pewno mający dużo czasu pan Breivik przemyślał je wszystkie. My nie mieliśmy teraz tego czasu, musimy więc improwizować, by go zaskoczyć.
Jest tylko jeden dobry wyrok dla kogoś, kto zabija Norwegów w imieniu Norwegii i w imię Norwegii. Należy go jeszcze dzisiaj, zanim udzieli kolejnego wywiadu-przemowy na sali sejmowej, pozbawić obywatelstwa jego kraju, usunąć jego dane osobowe ze spisu powszechnego, wymazać tożsamość i bez niej wypuścić na wodach międzynarodowych, Antarktydzie czy na zwykłej ulicy.
Tylko tak Norwegia może odmówić udziału w jego planie. Niech sobie szuka pracy, nie mając ani imienia, ani nazwiska, a przede wszystkim – nie mając żadnej narodowości. Skazując go na dowolne zwykłe kary, tylko potwierdzamy idee rasowej wojny i kryzysu rozpieszczonych białych ludzi. Jedyne, co Norwegia może mu zrobić – i sobie – to odmówić mu na zawsze prawa do nazywania się Norwegiem, usunąć go ze wspólnoty, której prawo reprezentowania dał pan Breivik sobie sam. W ten sposób cały nacjonalistyczny dyskurs zniknie jak wytarty gąbką, a jego pisany krwią manifest stanie się tym, czym w rzeczywistości jest.
Tylko to. Nic innego. Wszystko inne będzie jego zwycięstwem. Nie ma czasu na szukanie lepszych słów. Tylko, tylko, tylko, zaraz, zaraz, zaraz. Historia dzieje się teraz. Teraz, teraz.
środa, 18 kwietnia 2012
niedziela, 11 lipca 2010
Pytanie przed wszystkimi pytaniami.

Swoje poglądy na tysiąc różnych spraw można określać na tysiąc sposobów; lewica nic już nie znaczy, gdy należy do niej prawie każdy; prawica znaczy niewiele, gdy nawet lewica bywa prawicowa. Jeden człowiek może połączyć w neurokisielu zwanym mózgiem punkty widzenia wypływające ze skrajnie różnych założeń — z przyzwyczajenia, z wygody, dla własnego interesu akurat w tym przypadku. Przyczyn są tysiące, wariantów setki; osób, które posiadają autentycznie spójny, jeden światopogląd na wszystko - pewnie kilkanaście na Ziemi.
Nie da się więc uzyskać informacji o czyichś opiniach pytając tę osobę; ślepe ankiety wyborcze, które dawały tak zaskakujące wyniki, potwierdzają tę niemożność uzyskania wartościowych danych. Większość osób nie chce wiedzieć, jakie ma poglądy, a gdy te ujawniają się zbyt mocno, samooszukują się, chcąc pozostać wiernymi swojemu wyobrażeniu o sobie — patriocie, wolnościowcu, katoliku, człowieku uczciwym (niepotrzebne skreślić).
Zamiast pytać o poglądy, zadawajmy więc tylko jedno pytanie, które wyjaśni znacznie więcej, a pośrednio może być przełożone na mnogość narodowych i międzynarodowych bolączek.
P y t a n i e o w s z y s t k o :
Czy państwo jest dla Ciebie:
• rodzajem firmy, do której można wejść i wyjść, podejmując obowiązki, zgłaszając innowacje i czerpiąc z niego zyski; to działalność usługowa prowadzona dla konkretnych i racjonalnie określonych celów, czy też
• związek o charakterze wyznaniowym, łączący grupy ponadgrupowym i niemerkantylnym celem; jako autentyczna religia, nie można doń wchodzić i wychodzić wedle uznania?
Pytanie to można by niezwykle rozwinąć, angażując kwestie stosunków międzypaństwowych i sublimując analogię przedsiębiorstwo-kościół. Generalnie jednak, w polityce musisz wiedzieć tylko/przynajmniej to.
Czy naród to firma, czy religia?
poniedziałek, 3 maja 2010
Kim jest ciocia Akslop?

Cóż za historia: gdy listy żołnierzy i emigrantów musiały przechodzić przez niemiecką cenzurę, powszechne stało się stosowanie rozmaitych kodów, które miały ukryć prawdziwą część listu — w tym wypadku, polityczne i patriotyczne konkrety dotyczące kondycji Polski, jej sojuszników i wrogów.
Zamiast krajów, podstawiano różne postacie z rodziny — tak powstawały ciotki Franie, Gercie czy Anie (łatwe do zidentyfikowania państwa europejskie). Wymyślniejsi opisywali tę całą szyfr-familię nie dość, że po niemiecku, to jeszcze wspak.
Tak powstała Tante Akslop - po przetłumaczeniu i przełożeniu (na lewo) ciocia Polska, najbliższa krewna każdego wojującego wówczas Polaka. Cóż za historie rodzinne wydziwiały się w tych listach! Po pewnym czasie Niemcy, który z czasem zrozumieli tę pra-enigmę, zdobywali się nawet na dopiski, w których uszczypliwie komentowali suchoty i ogólny niedowład starej Gerci.
Tak się działo! Czytać, czytać, czytać Wańkowicza! A potem, przeczytać jeszcze raz, by takie perły nigdy nie zatonęły na dnie niepamięci.
niedziela, 18 kwietnia 2010
Żałoba po 21 768 i 96 Polakach.

Cześć wszystkim zmarłym w smoleńskiej tragedii!
Mija właśnie tydzień oficjalnej żałoby narodowej; w lepszym niż nasz świecie dopiero teraz powinny pojawić się pierwsze polityczne komentarze, personalne koncepcje i słowne potyczki. Czy tak było? Jak było, każdy widział.
Iskrą na beczkę prochu podobno był Wawel. Nie widać już dzisiaj przeciwników pochowania tam prezydenckiej pary, ale widać ich było przez bardzo nieprzyjemną chwilę. Nieprzyjemną nie dlatego, że nie mieli racji — to osądzi historia, może nawet najbliższa. Już w tej chwili widać zresztą, że niespecjalnie wraca się do tego tematu. Może po prostu przypomniano sobie, że nie wszędzie jeszcze demokracja — rządy demonstrującego tłumu (lub jego paroosobowej parodii).
Nieprzyjemny był to zgrzyt głównie dlatego, że był chyba jedynym autentycznym zaburzeniem godnej podziwu atmosfery. Gdy wszystko już się wydarzyło, a dzwon wybrzmiał, można się chwilę nad tym zastanowić.
Czy w krypcie Srebrnych Dzwonów jest pochowany Irasiad? Benhauer? „Kaczor”? Nie — ale nie jest tam również pochowany uwikłany w liczne spory i nie zawsze udolny prezydent skomplikowanego i kłótliwego kraju.
W osobie Lecha Kaczyńskiego, z woli niewymownie tragicznego zrządzenia losu, w najbardziej zaszczytnym miejscu pochowane zostały symbolicznie dziesiątki tysięcy ofiar Katynia. Nikt tego nie mógł przewidzieć, ale tak się stało. Oficerowie, których największym marzeniem mógł być powrót z nieludzkiej ziemi, wracają do Ojczyzny w wyniku narodowej tragedii; tak samo, jak narodową tragedią była ich utrata. Takiej symboliki, dławiącej gardło i pozostawiającej w niemym zdumieniu, widzimy w ciągu ostatniego tygodnia wiele.
Oburzając się na zrównanie „kurdupla” i „alkoholika” z królami, warto więc zastanowić się, czy idea, która upamiętniona będzie ich sarkofagiem, nie jest przypadkiem znaczniejsza.
Pod ponad historią, ponad ludźmi (jakże często małymi) i ponad - chociażby nami dzisiaj.
poniedziałek, 1 marca 2010
Prezydent jako nad-ambasador
swego kraju w każdym kraju Ziemi.

Nie nadaje się prawie do niczego. We wszystkich innych kwestiach jest niezastąpiony. Któż to taki?
Odpowiedź na tę prostą zagadkę wybierana jest co 5 lat w wyborach powszechnych, tajnych i pełnych emocji. Wybrana osoba z dumą wchodzi do historii i na ogół z niej nie wraca. Dużo zamieszania, sporo wyjazdów zagranicznych i mało treści. Tak — mowa o urzędzie prezydenta. Co zrobić, by przynosił Polakom i ich udręczonej Ojczyźnie więcej radości?
Niech prezydent nie mówi po polsku przez pięć lat trwania urzędu.
Tłumacze to największa obłuda dyplomacji. Niemożność porozumienia się w poufnej rozmowie wyklucza jakąkolwiek poważną inicjatywę. Nie ma jednak czegoś takiego jak poufność w gronie więcej niż dwóch osób. Obecność tłumacza jedną stronę zniechęca, drugiej zaś wytrąca oręż z ręki. Można więc się łudzić, że da się coś zdziałać bez możliwości swobodnej rozmowy — ale warto pamiętać, że to mrzonki.
Języków jest za dużo? Cóż — znając przynajmniej dwa-trzy popularne narzecza można wypowiedzieć bądź zagasić wojnę z większością państw globu. Skoro więc takich umiejętności wymaga się od stażysty opłacanego 500 złotymi netto, dlaczego największy urzędnik, nominalny przywódca kraju miałby być mniej pojętny?
Niech prezydent wraca do Polski tylko na roczne święta.
Prezydent to nasz wyjściowy płaszcz, eleganckie ubranie na wyjazdy. Dobrej bielizny potrzebujemy tylko od środka — tę rolę spełniają ministrowie i rzesza urzędnicza, dbając o to, by latem było nam przewiewnie, a zimą — ciepło. Prezydent tego nie potrafi. Pozostawiony wewnątrz kraju, zagubiony pomiędzy warstwami czysto użytkowej odzieży, miota się, zawadza i wydziela niekorzystny zapach. Nie może być inaczej, skoro jego funkcja jest całkowicie inna.
Za granicę! Przedstawiciel handlowy i ambasador naszej największej marki marnuje się, gdy rozmawia z Polakami w Polsce. Zarobić na siebie może tylko wówczas, gdy właśnie poza naszymi granicami kraju walczy o jego dobrobyt. Innej rozgrywki i tak nie jest w stanie prowadzić, zaś postęp technik komunikacji sprawia, że nie ma żadnego powodu, by nawet tydzień symulował pracę na terenie Ojczyzny.
Nie można odkryć Ameryki siedząc w domu. Nie można by też jej nigdy zbudować. A kysz!
Niech prezydent opowiada dowcipy.
Poza nielicznymi przypadkami, święci bardzo rzadko przejmują stery rządów. Nie warto więc zamartwiać się niuansami moralnymi i filozofią rządzenia na planecie, gdzie całe społeczeństwa aż do 90 roku życia myślą tylko o odbyciu seksualnego stosunku. Prezydent, aby miał posłuch nie mając bomby neutronowej, powinien być zajmujący. Gdy przebywanie z nim jest przyjemnością, zostanie zaproszony w miejsca, których do tej pory żaden Polak nie widział. W porównaniu z najlepszymi, panna polska nie jest szczególnie posażna ani seksowna. Niechże więc będzie przynajmniej dowcipna. Wszak drugim marzeniem ludzkości - po stosunku - jest śmiać się beztrosko, ile się tylko da.
Tylko tyle, i aż tyle trzeba by, by ta nieco przestarzały pałacowy etat nabrał cech autentycznej opłacalności. Skoro już wykazujemy pewną nostalgię i lubimy upersonifikować sobie Naród, niech to będzie personifikacja możliwie najbardziej uwodzicielska. Po świecie chodzi jeszcze przynajmniej pięć miliardów ludzi, których trzeba rozkochać w kraju Chopina i Kopernika. Kochajmy się więc (bądź prezydent w naszym imieniu)!
sobota, 23 stycznia 2010
Dlaczego buddyzm jest religią.

Biała parasolka (tyb. Dukar): strażniczka/ochraniający budda, w stanie radości; biała, stojąca, z tysiącem głów w pięciu kolorach mądrości, które dostrzegają każde zjawisko. Jej zęby są męskimi i żeńskimi strażnikami, oczy widzą wszystko, pięćset prawych rąk i stóp błogosławi wszystkie istoty, a pięćset lewych ochrania je i usuwa to, co szkodliwe. Jest również strażniczką ważną podczas podróży.
Lama Ole Nydahl „O naturze rzeczy”
sobota, 19 grudnia 2009
Imperium zostało. Gdzie jest Zło?

Czytając i myśląc o Kuklińskim łatwo przyzwyczaić się do tego, że miał rację. Wsparł Stany Zjednoczone, osłabił Związek Radziecki. Nasi przyjaciele zyskali więc możliwość zwycięstwa nad naszymi wrogami. Skorzystali z niej; dziś każdy jest już antykomunistą, a czyn Kuklińskiego wydaje się zupełnie naturalny. Kto rozsądny wspierał by Rosjan przeciwko Amerykanom?
W czasach, kiedy pułkownik musiał podjąć krytyczne decyzje, nie mógł jednak wiedzieć tego, co wiemy dzisiaj my. Rosja była blisko, Stany - daleko (pozostały tam zresztą to dzisiaj). Czy można było podejrzewać, że USA będą walczyć o Polskę? Bywaliśmy już zdradzani, a i dziś poddaje się w wątpliwość sojusze z Zachodem.
Łatwo nam dziś wskazać Złych i Dobrych — ale tylko, gdy idzie o historyczne epoki.
Kto jest Zły dzisiaj? Kogo powinien osłabiać, a kogo wzmacniać współczesny żołnierz polski, który postanawia, że musi jego kraj nie może samodzielnie zapewnić sobie bezpieczeństwa i powinien skorzystać z pomocy mocarstwa? Nie można myśleć już chyba o Polsce zupełnie niezależnej od pozostałej części świata; byliśmy i będziemy, tak jak wszyscy, uwikłani w system geopolitycznych nieszczęść i sukcesów.
Mając to na względzie — na czyją rzecz Kukliński powinien szpiegować dzisiaj? Dopiero po odpowiedzeniu sobie na to pytanie można uświadomić sobie, jak skomplikowane decyzje musiał podjąć w 1972 roku. Mniejsza o to, czy dziś się nam one podobają; dla uczciwej oceny istotne jest to, czy postąpił właściwie wówczas, w tamtym świecie. Sentymenty i emocje w ocenie obecnych USA, Rosji i Polski nie powinny mieć w tej weryfikacji żadnego udziału.
Kto jest dobry, a kto zły? Amerykanie — najeźdźcy z Iraku, Afganistanu, najbardziej agresywne państwo (na razie) XX i XXI wieku? A może to Rosja została Czarnym Ludem? Wielkie państwo niemal bez ludności, za to z ogromną ilością złóż kopalnych — zdegenerowany i niezdolny do działania dziw historii i polityki. Chiny? Stany wygrały, a cała ludzkość modliła się do niedawna przed ołtarzem Mickey Mouse.
Dziś, ilość nowych bogów wzrasta, podobnie jak siła potencjalnych mocarstw. Myszkę Disneya, najskuteczniejszego zdobywcę wszechczasów, czeka przeprowadzka do muzeum idei. Spotka się tam zapewne z odważnym pułkownikiem, który poświęcił swoje życie dla jej kraju i wolności — przezeń wówczas uasabianej. Czy dziś jest jakiekolwiek państwo. które mogło by spełnić tę rolę?
wtorek, 1 grudnia 2009
Filmy o wojnie i filmy o pokoju.

Jeśli chcemy uszktałtować społeczeństwo patriotów Polski Międzywojnia, nie będziemy mieli żadnych - bo takiej Polski już nie ma.
Odwołując się wciąż i wyłącznie do II wojny światowej, ukształtujemy pokolenie przygotowane tylko do tej wojny — wiedzące, kim jest, Beck ale już nie kim jest Biden. Polacy będą więc pielęgnowali i rozstrząsali każdy aspekt wszystkich zdrad, jakie popełnili na niej inni i przyznawali sobie sami przedziwne ordery, które w ich należą im się za liczne czyny sprzed pół wieku. Co będzie ze zdradami i czynami, których dokonaliśmy w tym roku? Wygląda na to, że będziemy mogli to ocenić dopiero w 2050.
Taliba goń, goń, goń.
Polska walczy obecnie w dwóch wojnach i udaje, że tego nie robi. Skoro już mamy taką ułańską fantazję, by pozabijać trochę osób bez butów (ale z kałasznikowami), zainternalizujmy świadomość tego, że uczestniczymy w tej samej teraźniejszości, co inne kraje Ziemi. Jak na razie, parafrazując slogan najgładszego z prezydentów — wybraliśmy przeszłość.
Hitler is gone.
Już nigdy więcej Rydz-Śmigły nie wycofa się do Rumunii; nie ma szans, by armia Poznań wykonała pamiętne manewry, a major Sucharski krzepką dłonią dawał odpór, jak ongiś bywało. Nowi bohaterowie kampanii 1939 roku nie będą już potrzebni. Kształtując ich, stworzymy pokolenie ludzi, którzy będą gotowi do wielkich działań, ale nie wiadomo jakich.
Gdzie jest major Sucharski ery globalizacji?
Potrzebni będą: bohaterowie wojen ekonomicznych, wojen o wodę, wojen o energię, wojen o przyrost demograficzny i każdej innej rywalizacji, która wyznaczy kształt XXI i XXII wieku. Kto w Polsce ma plan, jak wyglądać ma nasz kraj i jego pozycja za 100 lat? Bez takiego planu Polska w roku 2109 będzie wyglądać... właśnie tak, jak by planu nigdy nie było.
Jedyna Polska, jaka istnieje, to ta widziana oczami naszych zagranicznych wrogów i przyjaciół.
Czym jest Polska obecnie — na to pytanie mogą odpowiedzieć jedynie Irakijczycy, Afgańczycy, mieszkańcy Irlandii bądź innych krajów o znacznej polskiej imigracji. Tylko oni kiedykolwiek widzieli Polaka i mogą mieć jakieś zdanie na jego temat. My Polaka XXI wieku widzieć nie możemy, bo sami nim jesteśmy. Próba samodzielnej oceny zawsze będzie mentalnym onanizmem — możemy w tej sprawie podjąć pewne plany i starania, ale ich wynik jest widoczny dopiero z zewnątrz.
Obejrzmy jeszcze raz „Katyń”.
Polacy zabijają i są zabijani w wojnach, które toczą się tu i teraz. Dzieci w całym kraju prowadzane są jednak na filmy, które nie są w stanie wyjaśnić im tej sytuacji. Zły Rosjanin i Niemiec seryjnie mordowali nas przed laty, a teraz są naszymi teoretycznymi sojusznikami w wojnie z terroryzmem (którą prowadzimy wespół z Dobrym Amerykaninem). Kto się w tym połapie?
Wiedza o społeczeństwie.
Dlaczego polskie szkoły nie są wysyłane na filmy o wojnie w Iraku? Dlaczego nie ma filmu - choćby dokumentalnego - który pokazywany byłby licealistom na zajęciach (choćby z osławionego wos-u)? Wygląda na to, że odpowiedź znajdziemy dopiero za 50 lat w najnowszym numerze jakiegoś omszałego kwartalnika historycznego.
A wtedy - pro fide rege et lege - najlepsi z najlepszych podejmą merytoryczną dyskusję.
sobota, 26 września 2009
Drużyna marzeń (naszych przeciwników?).

Piekarz niech piecze chleb, a piłkarz...?
Już dawni Grecy wiedzieli, że każdy specjalista powinien się specjalizować (czytaj —trzymać gębę na kłódkę w sprawach, które go nie dotyczą a mieć oczy otwarte tam, gdy sprawa ściśle z jego wiedzą się zbiega). Być może dlatego nie pytali muzyków o politykę, a polityków o styl ubioru (jakże inaczej niż dziś, gdy sława w dowolnej dziedzinie czyni autorytetm we wszystkich pozostałych).
Polska państwowość i jej wierzbo-płaczące owoce nie pierwszy raz potrafiły zaprzeczyć starożytnej teorii, przeciwstawiając jej tragiczną (w każdym tego słowa znaczeniu) praktykę.
Choć z pieczeniem chleba radzimy sobie całkiem, całkiem (gorzej z oddawaniem zbędnych resztek ubogim) to w przypadku piłki racjonalny model wali się jak domek z niskich kart. Piłkarze nożni nie umieją grać w futbol; wygląda za to, że potrafią to robić wszyscy pozostali.
Kogo by nie zapytać, ma pomysły na ligę (przynajmniej tę pierwszą). Wygląda więc na to, że sportem zajęły się w tym kraju po prostu nieodpowiednie osoby. Do futbolu poszły jednostki kreatywne, dobrze liczące pieniędze i lubiące zabawę. Słowem — show business. wszystkie zaś zajadłe i pracowite osoby - a to są cechy, które nagradzane są w sporcie, zajęły się raczej biznesem. Dodając jeszcze trochę takich przypadków, szybko dochodzi się do galimatiasu, przy którym budżet PZPN-tu na dziecięca igraszka.
Jako że czasy przymusu zatrudnienia już minęły, pozostaje tylko jedno — przywrócić je. Do czasu zdobycia przez Polskę mistrzostwa świata w futbolu należy ogłosić stan wyjątkowy, poddać ludność przymusowym testom z wf-u oraz skierować wybijające się jednostki tam, gdzie należy. Hasłem naszym — Duchowy Powrót na Wembley!
Dobór odpowiedniego personelu do drużyn sportowych nie może uzględniać wyjątków, francuskich piesków ani angielskich pensji. Kto może być w czymś dobry, musi zająć swe miejsce w szeregu. Dotyczy to również osób, które już wykazały się sportową determinacją:
• Andrzej Gołota zostanie idealnym bramkarzem. Z racji postury, braku upodobania do biegu i doświadczenia zawodowego na nowej posadzie może dokonać wielkich rzeczy.
• Robert Kubica skierowany zostanie do ataku — nie raz udowodnił przecież już swą walczeność. Nie bez znaczenia też jest szybkość tego zawodnika, dochodząca do 270 km/h na zakrętach.
• Adam Małysz, choć pierwsze sukcesy ma już za sobą, jest idealnym kandydatem na piłkę. Odrobina diety, dobry makijaż, i po naszej stronie znaleźć się może zdumiewający, dotychczas zawsze niemy zawodnik.
Nie jest to obsada kompletna — stąd bicie na alarm i wezwanie do Narodowej Mobilizacji. Jeżeli choć w połowie przypadków fastfoody i clubbing (tak powszechne wśród młodzi) uda się zastąpić wspólnym wystawaniem pod budką z piwem i słuchaniem Niebiesko-Czarnych (co tak świetne efekty przyniosło w latach 70-tych), już niedługo złota statuetka, za którą tak tęsknimy, duchowo stanie na telewizorze każdego Polaka.
Przybyli ułani na boisko!
niedziela, 13 września 2009
Każdy naród ma takiego Borubara, na jakiego zasłużył.

Choćbym mówił językiem ludzi i aniołów, a nie miałbym krzty rozumu, nie zwyciężę nigdy w Pucharze Świata.
Dopóki ostatni dziki, nie znający języków Polak przekonany o tym, że Ziemia kończy się na Szczecinie, nie wyjedzie w odmieniającą życie podróż, piłka nożna będzie nad Wisłą nieustającym źródłem cierpień.
Znów przegraliśmy w grę, którą mieliśmy nigdy nie przegrywać. Ofiary z bydła, piwa i rytualne śpiewy nie pomogły; nie pomógł też trener z Zagranicy ani Wielkie Ilości Pieniędzy przekazane każdemu z polskich piłkarzy. Wygląda więc na to, przeciwna strona zakupiła trenera z bardziej zagranicznej zagranicy niż my, bądź też użyła większej ilości Wielkiej Ilości Pieniędzy. Planuje się też sprawdzić, czy pod płytą boiska nie zostały zakopane wrogie mzimu, które mogły czarowną mocą rozszczelnić bramkę i mózgi naszych zawodników.
Żadne czary nie cofną jednak zadanej klęski. Zranioną miłość własną milionów Polaków można zaleczyć tylko najskuteczniejszym lekarstwem, jakie zna ludzkość — zwycięstwem.
Przy okazji, jest to również lekarstwo najrzadsze z możliwych — zwycięża bowiem zawsze tylko jeden, reszta zaś choruje. Ewentualna kuracja wymaga więc drastycznych działań. Są tylko dwa sposoby, by zażegnać frustrację oraz ból Narodu:
• Demokratyczne wybory do reprezentacji Polski w futbolu — da to możliwość niespotykanego w dziejach współuczestnictwa w całym procesie rywalizacji sportowej. Na zawsze zlikwiduje też problem złego doboru zawodników — Perykles oraz George W. Bush dowodzą poprzez epoki, że wielkie ilości ludzi nie mogą się mylić. Skoro demokracja sprawdza się w Iraku, w piłce nożnej będzie jak najbardziej na miejscu.
• Podatek na rzecz piłki nożnej. Obecne kwoty transferowe mogą przyprawić o ból głowy każdego, kto nie ma dostępu do państwowej kiesy. Zamiast płacić za autostrady, których i tak nie ma albo za psie kupy, które i tak są złóżmy się - o, podatnicy! - na zakup kilku genialnych futbolistów z jakiegoś biednego kraju. Nadajmy im sensowne imiona (Jan? Paweł? Jarosław?) i cieszmy się każdą chwilą ich wyczynów na boisku, tak sowicie przez każdego pełnoletnigo Polaka opłacanych.
Dopiero wdrożenie tych dwóch procedur da możliwość odpowiedzi na dwa ważkie pytania:
— czy Polacy interesują się piłką nożną?
— czy zależy im na wynikach w piłce nożnej?
Polak starej ery odpowiadał na nie twierdząco — i bezmyślnie. Nie ma jednak sukcesów bez ofiar ani planu. Zwyciężenie reszty ludzkości akurat w najpopularniejszy sport na Ziemi będzie wymagać jednych i drugich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
